Kilka dni temu po raz kolejny odwiedziłam ulicę Taneczną. Tym razem jednak, nie przyjechałam, by kolejny raz popatrzeć na zmieniający się z zewnątrz budynek, ale na pierwszą, długo wyczekiwaną wizytę na budowie.
Uzbrojona w kask, rysunki, miarę budowlaną i aparat fotograficzny ruszyłam na pierwsze odwiedziny w moim przyszłym domu! :)
Po drodze.. zgubiłam aparat... odnalazł się... a właściwie to wcale się nie zgubił... porzuciłam go na ławce na uroczym skwerku na skraju osiedla, gdzie czekając na umówioną godzinę spotkania z Panią Architekt, czytałam książkę wygrzewając się w promieniach jesiennego słonka. Na szczęście, te okolice nie są jak widać zbyt często odwiedzane, bo pół godziny później aparat wciąż leżał tam gdzie go zostawiłam i tylko zdążyłam spocić się z nerwów i szybkiego biegu, gdy z bijącym sercem, i nie zwracając uwagi na szydzących Panów Budowlańców pędziłam sprintem na skwerek po moją zgubę ;)
Wracając do jesiennych promieni słońca... pogoda tamtego dnia przypomniała mi, że dokładnie rok wcześniej byłam w tym samym miejscu po raz pierwszy, podziwiając mieniące się kolorami lasy w oddali i myśląc zauroczona: "tak, tu mogłabym mieszkać..."